Strona Główna » Aktywności » Maluch w górach, czyli pierwsza wyprawa w Góry Świętokrzyskie

Przy rocznym dziecku marzenia o trekkingu w Dolomitach schodzą na dalszy plan. Zastępuje je bardziej „przyziemne” myślenie o wyjeździe chociażby w polskie pagórki. Pierwsza taka wspólna podróż może jednak budzić wiele obaw. Dlatego obraliśmy kurs na niedaleko położone (oczywiście jest to pojęcie względne) Góry Świętokrzyskie. Maluch w górach? Mówimy zdecydowane TAK! 

Twój maluch w górach

A może byśmy tak, najmilszy, wpadli na dzień w świętokrzyskie?

Nieprzypadkowo znalazło się tu nawiązanie do Ewy Demarczyk. Mieszkamy w Tomaszowie Mazowieckim. Nie musimy zastanawiać się, gdzie w góry z malutkim dzieckiem pojechać. Zaledwie dwie godziny jazdy samochodem dzielą nas od Gór Świętokrzyskich. Dlatego właśnie obraliśmy kurs na ten łańcuch – w razie niepowodzenia wyprawy, mieliśmy blisko do domu. Nie bez znaczenia była dla nas też łatwość i dostępność tras. Najwyższy szczyt, czyli Łysica, ma aż (sic!) 614 m n.p.m., zdobywa się go w… godzinę, gdy wybierze się czerwony szlak ze Świętej Katarzyny. Taki był zamysł – wejść na Łysicę i wrócić. Szybko jednak okazało się, że maluch w górach czuje się świetnie i że możemy kontynuować podbój. I tak, jednego dnia z roczną Ulą zdobyliśmy aż dwie góry!

Pierwsze koty za płoty, czyli atak szczytowy na Łysicę

Pierwszy maja, godzina 9:30. Słońce w pełni, temperatura około 13 stopni Celsjusza. Warunki wręcz idealne. Byliśmy dobrze przygotowani. Wcześniej zakupiliśmy nosidełko turystyczne. Ulokowaliśmy w nim Ulę, niezbędny dla niej prowiant, akcesoria do przewijania (tak na wszelki wypadek) i ruszyliśmy w kierunku klasztoru Sióstr Bernardynek, obok którego rozpoczyna się szlak czerwony. I tu zderzyliśmy się z pierwszą barierą. Dosłownie. Kolejka do kasy Świętokrzyskiego Parku Narodowego była tak długa, że moglibyśmy w niej spędzić bez mała godzinę. Moglibyśmy, wybraliśmy jednak lepszą opcję i nabyliśmy bilety przez Internet. I z całego serca polecamy to uwadze wszystkich wybierających się w te rejony w okolicach długiego weekendu. Pozwoli to oszczędzić sporo niepotrzebnej frustracji! 

Maluch w górskim nosidełkuUrok długich weekendów – na szlaku nawet na malucha może być mało miejsca!

Droga na Łysicę wiedzie po drewnianych kładkach. Im jednak wyżej, tym więcej bloków skalnych na szlaku. Z pewnością nie jest to ścieżka, po której swobodnie może hasać dziecko wciąż doskonalące sztukę chodzenia. Nosidełko turystyczne sprawdziło się jednak doskonale – ten sposób podróżowania wyraźnie przypadł Ulce do gustu, o czym świadczyły częste wybuchy śmiechu i zaczepianie innych turystów. Gdy już stanęliśmy pod krzyżem na Łysicy, pozwoliliśmy, aby nasz maluch w górach poczuł się jak prawdziwy zdobywca i podreptał trochę dookoła na własnych nóżkach. Podobnie uczyniliśmy też po wyjściu z parku narodowego, gdzie szutrowy trakt wiedzie wzdłuż klasztoru Sióstr Bernardynek. Pewien niedosyt sprawił, że postanowiliśmy wejść jeszcze na Łysą Górę.

Wózek w góry kontra nosidełko turystyczne – o dwóch sposobach zdobywania szczytów

Pierwsza myśl była taka – idziemy do sanktuarium na Świętym Krzyżu asfaltową szosą od Huty Szklanej. Robimy sobie przyjemny spacer, na który zabieramy wózek w góry. Na ten genialny pomysł musiało wpaść naprawdę wielu rodziców (o czym świadczyły nie tylko tłumy maluszków wożonych w wózkach po terenie klasztoru na górze). Ponad kilometrowy korek do miejscowości, gdzie rozpoczyna się ten łatwy szlak, skłonił nas do obrania drugiej drogi z Nowej Słupi. Ulka znów zatem zasiadła w nosidełku turystycznym. Wyminęliśmy Pielgrzyma Emeryka, który zgodnie z legendą zmierza na Święty Krzyż z prędkością jednego ziarnka piasku na rok, i ruszyliśmy ścieżką biegnącą wzdłuż drogi krzyżowej. Gdy już wychodzi się na polanę pod opactwem, zabytkowa budowla robi wrażenie. Tu dziecko może spokojnie iść samodzielnie aż do punktu widokowego na gołoborze. 

Maluch w górach świętokrzyskichPod Świętym Krzyżem maluszek może rozprostować nóżki i… rozwinąć skrzydła 😉

Maluch w górach – początek pięknej przygody

Ten spontaniczny wyjazd pokazał nam, że nawet z malutkim dzieckiem można połazić trochę po górach. Wystarczy odpowiednie zaopatrzenie – nosidełko turystyczne na plecy czy wózek w góry na łatwiejsze ścieżki – i przede wszystkim nastawienie. Bo trzeba się liczyć z tym, że dziecko może się znudzić długim marszem, że zmiana pieluchy odbywać się będzie w warunkach plenerowych na rozłożonej na ziemi bluzie (niestety, przewijaka dla niemowląt możesz nie uświadczyć nawet w nowoczesnych toaletach przy parkingach usytuowanych przy wejściach na szlak). Jak zatem przygotować się na pierwszą wspólną wyprawę?

  1. Nosidełko turystyczne dla rocznego dziecka to takie „must have”, jeśli chcesz wejść z dzieckiem na jakąś górkę. Tak jest o wiele wygodniej i dla Ciebie, i dla malucha. Miny mijanych na trasie rodziców noszących dzieci na rękach mówiły same za siebie i zdradzały wiele oznak zdołowania.
  2. Wózek – mimo wszystko nie warto z niego rezygnować. Bo gdy już zejdziecie ze szlaku i będziecie chcieli pochodzić po miasteczku u podnóża góry lub zjeść obiad, z korzyścią dla Ciebie oraz dla malca będzie przesadzenie go do wózka.
  3. Prowiant oczywiście jest niezbędny. Zabierz nieco więcej ulubionych przekąsek i wody dla dziecka. Marsz może zająć więcej czasu, dlatego warto oszczędzić sobie nerwów w stylu „O matko, musimy szybko wracać, jedzenie się skończyło, a dziecko jest głodne!”.
  4. Akcesoria do przewijania – tu zdecydowanie przydaje się bluza (lub koc – jeśli masz na niego miejsce w plecaku) oraz podkłady ochronne, na których odbywać się będą zabiegi pielęgnacyjne. Woreczek na brudną pieluchę w plecaku jest obowiązkowy! Pamiętaj – śmieci zabierz ze sobą!
  5. Krem z filtrem nie zajmuje w plecaku dużo miejsca, a warto go mieć ze sobą. Bo maluch w górach powinien być szczególnie chroniony przed słońcem. Nie zapomnij też o czapeczce lub chustce na głowę. W naszym nosidełku turystycznym bardzo praktycznym elementem jest daszek chroniący przed słońcem. A jeśli wędrujesz z wózkiem, możesz pomyśleć o doczepianej do konstrukcji parasolce.
  6. Ulubiona zabawka albo smoczek (jeżeli dziecko nadal z niego korzysta) może uratować całą wyprawę, gdy maluch w górach znudzi się rozglądaniem na boki. Niech to będzie uspokajający drobiazg, na którym dziecko skupi uwagę i zapomni o tym, że całe to łażenie mu się znudziło. Jeśli to nie zda egzaminu, pozwól maluszkowi trochę samodzielnie potuptać po szlaku. Szybko się zmęczy i bez marudzenia wróci do nosidełka.
  7. Kup bilet przez Internet, jeżeli wyjazd jest zaplanowany w obleganym turystycznie terminie. Oszczędź sobie i dziecku czasu oraz nerwów związanych ze staniem w kolejce do kasy parku narodowego. 
  8. Zajrzyj do sieci! Jest bardzo dużo stron internetowych, na których rodzice dzielą się swoimi doświadczeniami z pokonywania górskich tras. Chcesz zabrać wózek w góry? Sprawdź, gdzie się sprawdzi, a gdzie lepiej wybrać nosidełko turystyczne.

Z dziećmi w góryZ rozpoczęciem górskiej przygody wcale nie trzeba długo czekać!

Autorka: Katarzyna Więckowska

Udostępnij